Schuringa, którego nazwisko znalazło się obok słowa "bohater" we wszystkich amerykańskich mediach, przyznaje ze spokojem, że jego reakcja była zupełnie naturalna. "Wiedziałem, że to było złe. Myslałem sobie: <Ten facet chce wysadzić samolot!>" - opowiadał w rozmowie z "New York Post".

Reklama

Relacjonował, że na pokładzie wszystko było w porządku, aż do momentu, gdy pasażerowie usłyszeli huk i poczuli zapach dymu. Ludzie zaczęli krzyczeć "pali się!" i szukać źródła ognia. Wtedy Schuringa zobaczył młodego Nigeryjczyka, wokół którego pojawiły się płomienie. Szybko do niego doskoczył. Znalazł przymocowany do nogi "dziwny przedmiot".

"Zerwałem to z niego i próbowałem gasić. Ale płomienie rosły. Wołałem <wody>, gasiłem ogień rękami, czymkolwiek. Inni pasażerowie mi pomagali" - mówił w rozmowie z CNN.

>>> Posłuchaj rozmowy z bohaterem z samolotu

Sam zamachowiec - według jego reakcji, był kompletnie sparaliżowany. "Wyglądał, jakby był już martwy. Siedział tam i po prostu się trząsł" - relacjonował Holender. Być może dlatego obezwładnienie Nigeryjczyka nie było trudne - 23-latek nie stawiał żadnego oporu.

Schuringa chwalił się też, że FBI porównało go do Brucea Willisa. "Pytali, jak, do cholery, udało mi się to zrobić" - powiedział Holender, który jest teraz amerykańskim bohaterem.