Dziennik Gazeta Prawana logo

Będzie gospodarcza wojna USA-Chiny?

4 lutego 2010, 20:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Barack Obama zapowiedział, że będzie twardo domagał się od Pekinu dewaluacji juana, który utrzymywany jest na sztucznie zawyżonym poziomie w stosunku do dolara, oraz do otwarcia gospodarki Państwa Środka na amerykańskie produkty. To główna część jego planu ożywienia rodzimej gospodarki.

"Spełnienie naszych postulatów zaowocowałoby utworzeniem co najmniej dwóch milionów miejsc pracy" - przekonywał amerykański prezydent. Z powodu kryzysu bezrobocie w USA przekroczyło barierę 10 proc.

Dewaluacja juana spowodowałaby także zmniejszenie deficytu w handlu między Ameryką a Chinami. Pekin zawyża wartość swojej waluty, dzięki czemu może zalewać świat swoimi towarami. Ofiarą tej polityki padają przede wszystkim Stany Zjednoczone, które są największym handlowym partnerem Pekinu. W ostatnim roku deficyt wyniósł ponad 200 mld dol. Nieco zmalał z powodu kryzysu - dwa lata temu wynosił prawie 270 mld dol.

Chiny nie zamierzają jednak spełniać oczekiwań Baracka Obamy. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych w dyplomatycznych słowach stwierdził, że kurs chińskiej waluty nie powinien być obiektem troski amerykańskiej administracji. "W tym momencie kurs juana jest zbalansowany i bardzo bliski jego realnej wartości" - podkreślił Ma Zhaoxu.

Tak naprawdę Stany Zjednoczone nie mają żadnego sposobu na zmuszenie Pekinu do ustępstw. Obama mógłby jedynie nakładać na chińskie towary karne cła (obłożył nimi już opony oraz stalowe rury), ale nie może tego robić na większą skalę. Pekin z pewnością zaskarżyłby jego decyzje do Światowej Organizacji Handlu (WTO), która - to więcej niż pewne - w tej sytuacji stanęłaby po stronie Chin.

Stosunki między USA a Chinami w ostatnich tygodniach gwałtownie się pogorszyły. Najpierw chińscy hakerzy zaatakowali serwery internetowego giganta Google oraz 20 innych amerykańskich firm. Potem Waszyngton podtrzymał obietnice sprzedaży broni Tajwanowi, który Pekin uważa za swoją zbuntowaną prowincję. Na koniec Barack Obama nie posłuchał przestrogi Państwa Środka i zapowiedział, że zamierza spotkać się z duchowym przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj