Rice nalegała w Bejrucie, by Hezbollah wycofał się z granicy libańsko-izraelskiej i uwolnił porwanych izraelskich żołnierzy. Rozmowy nie przebiegały w przyjaznej atmosferze. Premier Libanu zażądał szybkiego zawieszenia broni. Ale USA za konflikt obwiniają terrorystów z Hezbollahu.

Tymczasem, oprócz Amerykanów, swoje pomysły na pokój zgłosiła też Unia Europejska. Po wczorajszej sugestii Izraela, żeby Unia wysłała na pogranicze izraelsko-libańskie międzynarodowe siły, koordynator unijnej polityki zagranicznej Javier Solana ujawnił, że takie rozmowy toczą się z libańskim rządem już od środy.

Problem w tym, że Unia chciałaby wprowadzić tam wojska pod parasolem Rady Bezpieczeństwa ONZ. A to oznacza konieczność uzyskania zgody Rady. Pozostaje też problem, kto ma rozbroić Hezbollah.

Tymczasem walki na granicy z Libanem trwają. Izraelczykom udało się schwytać dwóch bojowników Hezbollahu. Artyleria ostrzeliwuje kryjówki partyzantów, a lotnictwo atakowało 40 razy. Udało się zniszczyć 9 wyrzutni rakiet, którymi Hezbollah zasypuje izraelską Hajfę. Wojskowi twierdzą, że potrzeba im co najmniej 10 dni, żeby powstrzymać ostrzał Izraela.