A chcieli tego Osetyjczycy z organizacji "Zgoda i Stabilność". Ale polegli na źle sformułowanym pytaniu: "Czy zgadza się Pani/ Pan, że jedna osoba nie może pełnić funkcji prezydenta więcej niż dwie kadencje z rzędu?".
I komisja miała rację, bo pytanie jest mętne, długie i odpowiedź nie może być jednoznaczna. Bo czy "nie" oznacza, że chcę, żeby ktoś mógł być prezydentem trzy razy z rzędu, czy w ogóle trzy razy, czy też, żeby był tylko raz... Nie wiadomo.
Ale to nie oznacza, że - mimo "niechęci" prezydenta i braku zgody komisji - Putin jednak nie stanie po raz trzeci do wyborów. Bo może inna organizacja lepiej napisze pytanie i uda się przeprowadzić referendum. A Rosjanie, którzy Putina kochają, zgodzą się na to.
Żeby Putin, który już dwie kadencje jest prezydentem, mógł po raz trzeci startować w wyborach, trzeba zmienić konstytucję. I na dobry początek muszą się na to zgodzić obywatele.
Zawsze też pozostaje rozwiązanie skrajne - połączenie Rosji i Białorusi, a wtedy cała sprawa zaczyna się od początku. Bo prezydent "Rosjobiałorusi" będzie szefem nowego państwa po raz pierwszy. I dlaczego nie Putin?