Palestyński rząd nie chce pracować. Ministrowie chcą w ten sposób zatrzymać zamieszki, które wybuchły w Strefie Gazy.
Tym razem zamieszkom nie są winni Żydzi. Rozwścieczeni Palestyńczycy z partii Fatah, popierającej prezydenta Abbasa, ruszyli na rządzący Hamas, bo ministrowie nie wypłacili zaległych pensji. Zdesperowani ludzie zaatakowali siedzibę rządu. Odgoniła ich dopiero policja, wierna Hamasowi. Walki od razu przeniosły się na ulice Ramallah. Od kul bojówkarzy jednej i drugiej strony zginął 15-letni chłopiec.
Obie strony oskarżają się o sprowokowanie strzelaniny. Abbas mówi, że terroryści z Hamasu nie chcą uznać Izraela, dlatego nie ma szans na zniesienie międzynarodowych sankcji. Ci z kolei obwiniają prezydenta, że ten podburza tłum i chodzi na "pasku syjonistów". Tak więc nie ma szans, żeby w Strefie Gazy się uspokoiło.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|