Charles Carl Roberts IV, kierowca ciężarówki, odwiózł do szkoły swoje własne dzieci, a żonie zapowiedział, że zemści się za coś, co przytrafiło się mu 20 lat temu. Około 11 rano uzbrojony w pistolet wtargnął do szkoły, gdzie na lekcji siedziało akurat 27 dzieci - od 6- do 15-latków. Tak uczą się dzieci okolicznej wspólnoty amiszów, konserwatywnego odłamu amerykańskich chrześcijan.
"Szaleniec wszedł do klasy, kazał wyjść wszystkim chłopcom, a dziewczynki związał i zatrzymał jako zakładników. Potem kolejno stawiał dziewczynki pod tablicą i strzelał im w głowę i ręce. Na koniec popełnił samobójstwo" - relacjonują lokalni policjanci. Strzelał wyłącznie do dziewczynek, które mieszkają niedaleko jego własnego domu.
Do okolicznych szpitali odwieziono siedmioro rannych dziewczynek. Jedna z nich, postrzelona w głowę, zmarła po przywiezieniu.
W Lancaster żyje najstarsza w USA wspólnota amiszów. Ich społeczność sięga 20 tysięcy. Jej członkowie są potomkami 200 osadników ze Szwajcarii przybyłych tam w latach 20. XVIII w. Od setek lat żyją zgodnie z tradycją, nie używając elektryczności, samochodów i innych technicznych udogodnień.
To kolejny incydent z użyciem broni palnej w amerykańskiej szkole w ciągu ostatnich kilku dni. Dziś rano media donosiły o poszukiwaniach uzbrojonego nastolatka biegającego wokół szkoły w Las Vegas. W zeszłym tygodniu doszło do dwóch innych podobnych tragedii: w Wisconsin 15-latek zabił swojego nauczyciela, a kilka dni wcześniej, w Kolorado, 53-letni bezdomny nim odebrał sobie życie, zastrzelił jedną i zgwałcił drugą uczennicę.