To potomkowie XVII-wiecznych szwajcarskich emigrantów. Ich przodkowie uciekli przed prześladowaniami religijnymi. Byli odłamem protestantów i za to groziły im surowe kary. Od wieków żyją według swych zasad. Do tej pory rozmawiają też tylko w starym, niemieckim dialekcie. Chodzą podobnie ubrani, mężczyźni w surduty, a kobiety w proste, niebieskie suknie. Żonaci zapuszczają brody, a kawalerowie golą twarze.
Nie używają żadnych nowoczesnych technologii. Nie dlatego, bo to wymysł szatana, ale dlatego, bo im więcej urządzeń pracuje zamiast człowieka, tym ten staje się dumniejszy. Aż w końcu staje się grzesznikiem. Są jednak wypadki, gdy dostają zgodę lokalnego biskupa na używanie nowoczesnych maszyn. Jeden z amiszy miał pozwolenie na używanie traktora, bo nie miał rodziny, a przez artretyzm nie mógł sam uprawiać pola. Dlatego mógł sobie kupić traktor, bo jak wytłumaczono, nie była to próżność, a konieczność.
Żyją zwykle w swych społecznościach, a miasta odwiedzają wtedy, kiedy muszą. Nie korzystają z systemu opieki zdrowotnej. Na szczęście szpitale leczą ich za darmo. Odmawiają służby wojskowej, bo to zadeklarowani pacyfiści. Biorą jednak udział w życiu politycznym. Zwykle głosowali na Demokratów, odkąd jednak ta partia zaczęła głosić feministyczne idee i poparła prawa gejów do małżeństw, uznali, że Demokraci sprzeciwiają się Bogu i przerzucili głosy na Republikanów.