Gdy rano gruzińskie dzieci wesoło dobiegły do szkoły, znalazły się przed zamkniętymi na głucho drzwiami. Przed nimi stał wartownik, który przepędził uczniów. Wściekli rodzice od razu
zaczęli wydzwaniać do rosyjskiej ambasady. A tam dowiedzieli się, że to nie żadne sankcje, a planowe zamykanie szkół w związku z ewakuacją wojsk rosyjskich z Gruzji.
Putin wydał już rozkaz ewakuacji, więc wiadomo, że mając do wyboru - co zrobić najpierw - wycofać dywizje pancerne, albo zamknąć szkoły, to wybierze się... szkoły.
Żeby było śmieszniej, to według Putina wszystkiemu winni są Gruzini. Bo jak sam prezydent Rosji powiedział dziś w parlamencie, to Gruzja używa "języka prowokacji i
szantażu". Szkoda tylko dzieci, które padły ofiarą politycznych machinacji.