"Wojsko nie było gotowe, żołnierze niewyszkoleni, a bombardowanie Libanu było całkowicie bez sensu. Dlatego nie dziwi, że wojna w Libanie to porażka" - grzmiał w izraelskim radiu Ron-Tal. Uwolnienie dwóch porwanych żołnierzy można było szybko i skutecznie załatwić inaczej. Według dowódcy sił lądowych Izraela, przed rozpoczęciem wojny trzeba było wywalić na zbity łeb niekompetentnych oficerów i przeprowadzić ćwiczenia. Tak by wszyscy, od szeregowca do generała, wiedzieli co robić.
Za wszystko Ron-Tal wini premiera Ehuda Olmerta i szefa sztabu Dana Haluca. Generał oskarża ich o przegranie wojny, którą można było wygrać bez najmniejszych problemów, gdyby politycy się nie wtrącali. Twierdzi, że szef sztabu nie ma pojęcia o prowadzeniu wojny i lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby od razu zrezygnował.
Ron-Tal nie przejmuje się burzą, którą rozpętał. Od roku jest na urlopie przed emeryturą i nie boi się żadnych konsekwencji. A nie chce ukrywać przed opinią publiczną bolesnych faktów o wojnie z Libanem.