Dziennik "Kommiersant" nie zostawia suchej nitki ani na hiszpańskim monarsze, ani na organizatorach jego wizyty w lasach obwodu Wołogdańskiego (północno-zachodnia Rosja). Miało być tak: królowi zorganizowano polowanie. Ale, dla pewności, że gość wróci z niego zadowolony, włodarze miasta Wołogda postanowili podsunąć mu ofiarę. Padło na niedźwiedzia zwanego Mitrofanem. Jak mówią miejscowi - choć wielki to był zwierz, ponoć miał gołębie serce i nie zasłużył, by paść ofiarą myśliwego.
Ale tego nie dosyć! Bo dla pewności, że hiszpański król trafi zwierza, Mitrofan został upity. Do pokaźnego dzbana miodu, wlano mu równie pokaźną dawkę wódki, która - dosłownie - powaliła niedźwiedzia. Mitrofan podobno nie mógł ustać o własnych siłach na łapach, nie mówiąc o możliwości salwowania się ucieczką.
Tak czy owak, na nieszczęście niedźwiedzia, spisek zadziałał. Hiszpański król strzelił mu prosto w korpus. Zwierzę nie miało żadnych szans. Padło trupem na miejscu. Jego wysokość ponoć był bardzo zadowolony.