Amerykańscy wojskowi nie dają sobie rady z terrorystami w Iraku i stosowaną przez nich metodą walki partyzanckiej. Z dnia na dzień, coraz więcej marines wraca do domu w metalowych trumnach.Straty amerykańskie były w październiku najwyższe od 2 lat. Od początku października zabitych zostało 75 amerykańskich żołnierzy.
W konsultacjach z prezydentem uczestniczyli dowódca sił wielonarodowych w Iraku, gen. George Casey, dowódca sił USA na Bliskim Wschodzie, gen John Abizaid, szef sztabu generalnego gen Peter Pace, sekretarz obrony, Donald Rumsfeld i wiceprezydent Dick Cheney, a także doradcy prezydenta ds bezpieczeństwa narodowego.
W cotygodniowym wystąpieniu radiowym Bush powiedział w sobotę na temat Iraku: "nasz cel w Iraku jest jasny i niezmienny. Naszym celem jest zwycięstwo. Jeśli są zmiany, to w taktyce, która stosujemy, aby osiągnąć nasze cele".
Prezydent USA przyznał, e "walka jest trudna", ale dodał, że Stany Zjednoczone "toczyły już trudne batalie w przeszłości". Bush nawiązał do II wojny światowej i do zimnej wojny, kiedy - jak powiedział - "wcześniejsze pokolenia Amerykanów ponosiły ofiary, abyśmy mogli żyć w wolności".
"Każde pokolenie musi spełnić swój obowiązek" - dodał prezydent, nawiązując pośrednio do wzrastającej liczby Amerykanów, którzy giną w Iraku.
Komentatorzy w USA wiążą wzmożoną aktywność Busha w sprawie Iraku z nasilającą się krytyką zaangażowania wojennego USA w tym kraju, jaka rozlega się w przededniu wyznaczonych na 7 listopada wyborów kongresowych również w szeregach partii prezydenta, wśród Republikanów.