Brytyjskie siły specjalne wiedzą, że w atakowanej przez Talibów prowincji Helmand to mafia jest faktyczną władzą. A wiadomo, że poparcie bandyty najłatwiej zdobywa się twardą walut. Sęk w tym, że nawet najlepszy pieniądz ognia nie lubi i płonie jak pochodnia. Więc gdy wyładowany dolarami (bo w Afganistanie funtów nikt nie kojarzy) brytyjski transportowiec rozbił się przy lądowaniu, góra pieniędzy zamieniła się w górę dymiącego popiołu.
Oddział komandosów, którzy wieźli pieniądze, na szczęście się uratował, ale z pustymi rękami do afgańskiej mafii iść nie było warto. Wracać do kraju też im głupio było, bo rząd dał im pieniądze, a wracają z niczym. A Talibowie nadchodzą, i informacje o tym, co w prowincji słychać, zebrać trzeba. Ciekawe, czy w Ministerstwie Obrony pakują do reklamówek kolejny milion...