Okazuje się, że w Japonii, kraju słynącym z kultu pracy, może świetnie żyć pospolity leser. Miał niezłą posadkę urzędnika miejskiego w dziale utylizacji śmieci. Ale ta okazała się zbyt obciążająca.
Przez sześć długich lat pomysłowy urzędnik przynosił kolejne zwolnienia i to zawsze z powodu innej choroby. Brał przy tym cały czas pensję, a i do biura przychodził często, by załatwiać intratne kontrakty dla swojego krewnego. W dodatku wszystko zgodnie z prawem.
Słynącym z poświęcania się dla firmy Japończykom nie mieści się w głowie, że ktoś może aż tak się obijać. Dlatego dopiero teraz myślą o nowym przepisie, który pozwalałby wyrzucać z pracy. Jednak japońska wiara w szacunek dla pracy nie zachwiała się - wylecieć z roboty będzie można, ale dopiero po trzech latach nieobecności!