Pożar, podsycany przez silny wiatr, strawił już ponad 16 tysięcy hektarów lasu. W walce z żywiołem zginęło już czterech strażaków. Piąty w krytycznym stanie leży w szpitalu. Ogień zaskoczył też grupę turystów w górach San Jacinto. Noc spędzili na parkingu, otoczeni przez gryzący dym i wysokie na kilkanaście metrów płomienie. Schroniło się tam prawie tysiąc osób. Na szczęście nikt nie zginął.

Władze wyznaczyły nagrodę za wskazanie podpalaczy. 500 tysięcy dolarów. Jeśli ich złapią, postawią przed sądem pod zarzutem morderstwa. Bo gigantyczny pożar pochłania kolejne ofiary i wszystko wskazuje na to, że zginie jeszcze wiele osób, zanim uda się zdusić płomienie.

Dziennikarze "Los Angeles Times" ustalili, że ogień mogli zaprószyć młodzi ludzie, którzy urządzili sobie pijacką imprezkę w lesie. Świadkowie opowiadali, że młodzież paliła trawkę, popijała alkohol i rozpaliła kilka ognisk. A potem w tej okolicy wybuchł pożar.