Nie zabójca z CIA czy Mossadu, a wiek okazał się zgubny dla słynnego szpiega. Płaczą za nim nie tylko jego byli niemieccy podwładni, ale także agenci KGB. Jak sami mówią: "Wolf był dla nas wzorem. Wielu z nas znało go osobiście. Wspólnie walczyliśmy z imperializmem".
Życie Wolfa nadaje się na film. Jego rodzina, starzy niemieccy komuniści, uciekła do ZSRR. Młody Markus pracował najpierw w radiu nadającym komunistyczne audycje po niemiecku, a po wojnie został doradcą w enerdowskiej ambasadzie w Moskwie. Tam zwerbowała go złowroga służba bezpieczeństwa - STASI. A w niej Wolf pokazał, co potrafi. Szybko przejął władzę nad wywiadem. Amerykanie go nienawidzili. Bo cztery tysiące agentów, których wysłał na zachód, wykradło najważniejsze tajemnice NATO.
Gdy komunizm upadł i Niemcy się zjednoczyły, groził mu proces. Wciąż był poszukiwany za szpiegostwo i zdradę. Nie czekał, aż go wsadzą. W 1990 r. uciekł do Moskwy i tam ukrywał się przez cały rok. Potem jednak wrócił do Niemiec, a sąd odrzucił wszystkie zarzuty. Przez ostatnie 13 lat żył sobie spokojnie w Berlinie.