Nowozelandzki policjant fajtłapa miał uspokoić kłótnię rodzinną, ale skończył na postrzeleniu samego siebie. Chciał paralizatorem usadzić rozjuszonego pana domu, a narobił więcej zamieszania niż furiat, którego miał aresztować.
Gdy pojawił się w środku poważnej rodzinnej zawieruchy, od razu sięgnął po swoją broń. Z paralizatora, który porazić miał tłukącego swą żonę mężczyznę, najpierw postrzelił sam siebie, a potem 16-letniego syna drącego koty małżeństwa. Gdy już podniósł się po szoku 50 tysięcy woltów, jaki zaaplikował sobie i nastolatkowi, sięgnął po gaz pieprzowy.
Ale i tu się nie wykazał. Udało mu się trafić jedynie 21-letnią siostrę porażonego wcześniej chłopaka. Na szczęście zdenerwowany pan domu, widząc, że członkowie jego rodziny padają jak muchy, uspokoił się i dał aresztować.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|