Łatwo jest śmiać się ze słabszych i biedniejszych od siebie. Sacha Baron Cohen w roli kazachskiego reportera Borata sięgnął po najbardziej prosty, by nie rzec prostacki, rodzaj komizmu. Można zrozumieć śmiech z próżnych Amerykanów, ale po co drwić z biedy Kazachów?
Ukazany w filmie "Borat" kraj to tak naprawdę Rumunia, a nie Kazachstan. Wątpliwe, by komik postawił tam choć stopę. Gdyby to uczynił, zobaczyłby normalnych ludzi, którzy radzą sobie jakoś w życiu mimo widocznej biedy. Nie oni doprowadzili do tej sytuacji, nikt tam o "przyjaźń" ZSRR nie prosił.
Tak jak my, a może trochę mocniej, cieszą się każdym dniem, bliskością rodziny i przyjaciół. Żyją w zgodzie z naturą, bo od niej zależy ich własne życie. Możemy im tylko pozazdrościć, że nie muszą się nigdzie śpieszyć - nasze problemy są dla nich dziwne i niezrozumiałe. Co znaczy brak chudego mleka w supermarkecie przy braku mąki na chleb następnego dnia...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz