"To standardowe procedury" - uspokajał porucznik Scott Fear, rzecznik policji parkowej, gdy strażacy w specjalnych ochronnych kombinezonach sprawdzali okolice pomnika. Musieli przecież zbadać, czy to nie śmiertelna trucizna, która zabiła w kilka lat temu w USA kilkanaście osób.
Jednak to już pewne, że był to tylko głupi dowcip. "Nie ma chemicznego, biologicznego, czy radioaktywnego zagrożenia" - zapewnił szef straży pożarnej z Waszyngtonu, Wayne Benson. Ale turyści oglądający jeden z najsławniejszych waszyngtońskich pomników, przeżyli prawdziwe chwile grozy. Bo cały teren wokół pomnika Lincolna zamknięto dla zwiedzających.
Władze nie chciały ryzykować życia niewinnych, w razie gdyby to faktycznie był atak terrorystyczny.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
