Chwile strachu w amerykańskiej stolicy. Patrolujący okolice pomnika Lincolna policjanci znaleźli kopertę z podejrzanym proszkiem i napisem "wąglik". Obok niej stała butelka z dziwnym płynem. Władze nie ryzykowały i natychmiast zamknęły okolice parku dla turystów. Okazało się jednak, że to głupi dowcip.
"To standardowe procedury" - uspokajał porucznik Scott Fear, rzecznik policji parkowej, gdy strażacy w specjalnych ochronnych kombinezonach sprawdzali okolice pomnika. Musieli przecież zbadać, czy to nie śmiertelna trucizna, która zabiła w kilka lat temu w USA kilkanaście osób.
Jednak to już pewne, że był to tylko głupi dowcip. "Nie ma chemicznego, biologicznego, czy radioaktywnego zagrożenia" - zapewnił szef straży pożarnej z Waszyngtonu, Wayne Benson. Ale turyści oglądający jeden z najsławniejszych waszyngtońskich pomników, przeżyli prawdziwe chwile grozy. Bo cały teren wokół pomnika Lincolna zamknięto dla zwiedzających.
Władze nie chciały ryzykować życia niewinnych, w razie gdyby to faktycznie był atak terrorystyczny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|