Te pytania padają w psychoteście na oficjalnej stronie CIA, zachęcającej do wstąpienia w szeregi owianej legendą Centralnej Agencji Wywiadowczej Stanów Zjednoczonych. Żartobliwy quiz to część wielkiej kampanii reklamowej, która ma przyciągnąć do agencji najbardziej wartościowych kandydatów na oficerów, agentów i zwykłych, cywilnych pracowników.
Eksperci są zgodni - potężna niegdyś CIA ma poważne kłopoty kadrowe. Choć po atakach 11 września „Firma”, jak nazywają ją pracownicy, rekrutuje znacznie więcej ludzi niż wcześniej, to w Centrali w Langley i w placówkach na całym świecie wciąż jest masa wakatów. Biały Dom chce podwoić liczbę specjalistów od terroryzmu i podnieść ogólną liczbę personelu o 50 procent w porównaniu z rokiem 2001.
W dniu nominacji na nowego szefa CIA w maju tego roku Michael Hayden usłyszał od prezydenta Busha, że ma na realizację tego planu nie więcej niż pięć lat. Obserwatorzy są jednak często sceptyczni. "Nawet gdyby CIA potroiła liczbę agentów, jej praca nie będzie efektywna, bo agencja nie ma zaufania rządu i jest wręcz traktowana niepoważnie" - mówi DZIENNIKOWI Larry Johnson, były oficer CIA i dawny dyrektor Biura Antyterrorystycznego przy Departamencie Stanu.