E-mail, który Ratnawati Mohamed wysłała do przyjaciół, nie należał do najprzyjemniejszych. Powiedziała wszystko, co myśli o swoim dyrektorze. Wyzywała go od najgorszych i pisała, że do niczego się nie nadaje. Firmowi informatycy znaleźli go, gdy sprawdzali firmowe e-maile, a wtedy pani Mohamed od razu wyleciała na bruk.
Sąd przyznał jej odszkodowanie. Uznał, że za plotkę nie można karać, a e-mail do koleżanek, to po prostu nowocześniejsza forma plotkowania. A, jeśli szefowie nie widzieli tego, co mówiła, to nie było to celowe zniesławianie.
Wysłanie elektronicznej wiadomości opłacało się sekretarce. Dostała 14,5 tys. euro (55 tys. zł). Inni pracownicy z Malezji są, po tym wyroku, szczęśliwi. Teraz mogą po cichu mówić, co myślą o kierownikach. I nikt im nie może za to nic zrobić.