Izraelski premier nie powiedział wprost, że jego kraj ma broń atomową. Przyznał się do tego przypadkiem, zaliczając Izrael do listy mocarstw atomowych. "Iran grozi wymazaniem Izraela z mapy świata. Czy można powiedzieć, że ich broń atomowa byłaby takim samym narzędziem, jakie mają Amerykanie, Francuzi, Izraelczycy czy Rosjanie?" - takie wiele mówiące pytanie postawił Olmert. I dodał, że jedyne, czego chcą Żydzi, to spokoju i życia bez terroru.

Choć trudno nazwać to prostym przyznaniem się, to i tak jest to przełomowa deklaracja. Bo już od wielu lat cały świat nieoficjalnie wliczał Izrael do klubu atomowego. Żydzi tego nie potwierdzali. Jednak teraz najwyraźniej chcieli dać sygnał Iranowi, że są poważniejszym wrogiem, niż ci dotąd myśleli. Olmert mówił o broni atomowej, komentując irańską konferencję na temat Holokaustu.

Oficjalnie wiadomo, że broń ma pięć państw-stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Mowa o Rosji, Francji, Stanach Zjednoczonych, Chinach i Wielkiej Brytanii. Poza tym mówi się, że bombę ma także Pakistan, Indie, a także Izrael. Tylko że w jego wypadku teraz sprawa stała się już jasna.