Prezydenci Chin i Rosji rozpoczęli wczoraj wieczorem z ogromną pompą Chiński Rok w Rosji. Moskwa przygotowywała się do wizyty pekińskiego mandaryna z wyjątkową starannością. Już na kilka dni przed przyjazdem azjatyckiego gościa całą stolicę obklejono plakatami, a tabuny sprzątaczek gorączkowo pucowały Pałac Kremlowski.
"Naszym celem jest umocnienie wielowiekowej przyjaźni narodów Rosji i Chin oraz rozwój wzajemnej współpracy, która odpowiada życiowym interesom obydwu państw" - zapewniał rosyjskich dziennikarzy Hu Jintao tuż po wylądowaniu na moskiewskim lotnisku.
Władimir Putin przygotował się do prawdziwego popisu gościnności. Azjatyckiego gościa czeka cała seria imprez kulturalnych, m.in. otwarcie najdroższej w historii chińskiej wystawy narodowej. Rosyjskie dzieci będą mu skandowały po chińsku: "Witaj wujaszku Hu". Jednak masowe uroczystości i bizantyjska pompa to tylko oprawa dla prawdziwego celu wizyty, a liderzy Rosji i Chin nie ograniczą się do przecinania wstęg.
Wujaszek Hu przywiózł do Moskwy obietnice paromiliardowych kontraktów. "Chcemy zwiększyć obroty handlowe nawet do 80 mld dol. w 2010 r." - mówił przed wizytą lider komunistycznego imperium, którego obroty z Rosją dziś wynoszą mniej niż połowę tej sumy.
Liderów czekają na pewno niełatwe negocjacje, ale eksperci nie mają wątpliwości, że polityka pomoże gospodarce. "Władze potrzebują sojuszu z Chinami, żeby wspólnie przeciwstawić się dominacji Ameryki i walczyć o wielobiegunowość w światowej polityce" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM rosyjski politolog Aleksiej Makarkin.
Prawdziwie bizantyjską uroczystością rozpoczęła się wczoraj podróż chińskiego prezydenta Hu Jintao do Rosji. Wizyta, która ma przypieczętować euroazjatycki sojusz, nie będzie pozbawiona trudnych negocjacji, ale wspólny sen o osłabieniu USA pomoże osiągnąć porozumienie - pisze DZIENNIK.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama