Rabina oczywiście zatrzymano, zrobiono mu zdjęcia i oskarżono o okradanie sklepów z krawatami. Potem zwolniono go z aresztu za kaucją. Wtedy Henry Sobel wrócił do Brazylii sądząć, że nikt nie dowie się o kradzionych krawatach.
Ale rabin miał pecha, bo wścibscy dziennikarze z Sao Paulo zainteresowali się zatrzymanym w zeszłym tygodniu Brazylijczykiem, który kolekcjonował krawaty wcale za nie nie płacąc. Gdy otrzymali zdjęcie złodzieja od amerykańskiej policji natychmiast rozpoznali na nim znanego w Sao Paulo rabina. I wybuchła afera.
"To nie jestem ja. To nie o mnie chodzi. Nie byłem aresztowany w USA" - broni się rabin z Sao Paulo.
Na próżno, bo Sobel był w zeszłym tygodniu właśnie na Florydzie. Został nagrany na kamerę, gdy kradł krawaty ze sklepu w Luis Vuitton. A do tego, zapewne przez nieuwagę,podał amerykańskiej policji swój prawdziwy adres w Brazylii. Nie przyznał się jedynie, że jest rabinem.