"Amerykańskie samoloty widziało wielu ludzi, bo maszyny zostawiały za sobą białą smugę. I to właśnie przyciągnęło uwagę" - twierdzi pułkownik Gwardii Rewolucyjnej.

Wszystko miało się dziać blisko granicy Iranu z Irakiem. A właśnie po irackiej stronie stacjonują wojska brytyjskie i amerykańskie.

Irańczycy twierdzą, że incydent z samolotami ma ich zastraszyć oraz, że to efekt przygotowań Amerykanów do wojny z Iranem za jego program nuklearny. Ale prezydent USA George W. Bush zapewnia, że nie chce konfliktu zbrojnego. A do porzucenia programu nuklearnego chce przekonać Iran na drodze negocjacji.

Jednak mimo zapewnień Busha, Amerykanie nie wykluczają wojny. Tym bardziej, że stosunki dyplomatyczne na linii Zachód-Teheran są bardzo napięte. Zwłaszcza po zatrzymaniu przez Irańczyków 15 brytyjskich marynarzy, którzy mieli wpłynąć na wody terytorialne Iranu.