Dzisiejsze wydanie dziennika "Soctsman" donosi o dziwnych telefonach, które McNeill zaczął otrzymywać kilka tygodni temu w domu i w biurze. Koledzy z partii nazywają to zemstą premiera na szkockim polityku, którego doniesienie i późniejsze śledztwo może doprowadzić do wyrzucenia Blaira z pracy.
Ku potężnemu zdziwieniu brytyjskiego politycznego światka londyńska policja zajęła się sprawą zupełnie serio. Śledztwem pokierował zastępca komisarza policji, John Yates, znany z nieustępliwości i instynktu gończego psa.
13 kwietnia 2006 roku doszło do pierwszego aresztowania w sprawie, później przyszły kolejne. Choć szok wywołało zatrzymanie osobistego doradcy premiera, to wizyta policji na Downing Street 10, w biurze premiera, zmroziła wszystkich. Po raz pierwszy w historii policja przesłuchiwała premiera i to dwukrotnie.
Losy śledztwa wciąż się ważą, bo policja nadal nie stawia mu oskarżeń - te dotyczyć miałyby pomocy w tuszowaniu "przekrętu z Izbą Lordów" - a czas płynie. Jednak im więcej osób z otoczenia premiera zostanie aresztowanych, tym gorzej dla Blaira. Naciski na wcześniejsze opuszczenie przez niego stanowiska mogą w końcu przynieść swój efekt.
Najbliższe tygodnie mogą być decydujące, szczególnie jeżeli policja dojdzie, kto groził McNeillowi.
Angus McNeill, członek Szkockiej Partii Narodowej, poruszony informacją, jakoby premier rozdawał miejsca w Izbie Lordów bogaczom za spore datki na partię laburzystów, rok temu doniósł na premiera, a policja rozpoczęła śledztwo. Dziś na McNeilla wyciąga się brudy z przeszłości i nęka głuchymi telefonami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama