Samochody dzieciom - tak nazywała się impreza charytatywna w Selmer w amerykańskim stanie Tenessee. Przyciągnęła tłumy widzów. Bo można było zobaczyć niezwykle widowiskowe pokazy potężnych aut wyścigowych tzw. dragsterów.

Gdy australijski kierowca Warren Critchley demonstrował "palenie opon", nikt nie spodziewał się tragedii. Tym bardziej że w czasie takiego pokazu auto praktycznie stoi w miejscu. "Nagle potężny samochód ruszył z miejsca i wjechał w publiczność" - opowiadają świadkowie.

Dwie osoby zginęły na miejscu. Cztery kolejne zmarły w szpitalu, a 18 osób jest rannych. "Przyczyną wypadku były złe warunki drogowe" - oświadczyła AMS Pro Modified Series, organizująca wyścigi dragsterów.

Ale ci, którzy pojechali oglądać ogromne auta w akcji, twierdzą, że pokaz odbywał się na drodze nienadającej się do wyścigów dragsterów.