Dziennik Gazeta Prawana logo

Rewolucja w Jemenie. Są ofiary

14 marca 2011, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
W Jemenie płynie krew. Demonstranci zabili kilku żołnierzy podczas protestów. Na ulice wielu miast wychodzą tysiące osób, które domagają się ustąpienia prezydenta.

Antyrządowe protesty w Jemenie przerodziły się w poniedziałek w starcia z siłami bezpieczeństwa. Na północy kraju zginęło trzech żołnierzy podczas demonstracji, w której manifestanci domagali się ustąpienia prezydenta Alego Abd Allah Salaha.Według bilansu agencji Reutera, od soboty w starciach zginęło siedmiu demonstrantów i trzech żołnierzy. Liczba zabitych w antyrządowych protestach w Jemenie wzrosła tym samym do ponad 30.

Do protestów i starć z siłami bezpieczeństwa doszło w prowincji al-Dżawf na północy kraju. Zginęło w nich dwóch żołnierzy i oficer.Z kolei w prowincji Marib, gdzie znajduje się kilka pól naftowych i gazowych należących do międzynarodowych firm, podczas protestu napastnik dźgnął nożem gubernatora Nadżiego Zajedi, poważnie go raniąc.

W stolicy kraju Sanie żołnierze i pojazdy opancerzone usiłowały odciąć obóz demonstrantów, w którym od tygodni znajduje się około 20 tysięcy osób. "W każdej chwili spodziewamy się ataku, lecz nie odejdziemy, aż reżim nie upadnie" - mówił jeden z protestujących. Policja strzelała w powietrze w celu rozpędzenia dziesiątków tysięcy protestujących w mieście Taizz, 200 km na południe od Sany. Jak pisze Reuters, trzy osoby zostały ranne, lecz manifestacja była kontynuowana.

Tysiące protestowały również w al-Hawta w prowincji Lahidż. "Al-Hawta jest sparaliżowana. Opozycja wezwała do strajku generalnego, żeby zaprotestować przeciwko represjom wobec demonstrantów" - powiedział agencji Reutera prze telefon jeden z manifestantów. Jak dodał, w mieście nieczynne były żadne sklepy, wszędzie widać siły bezpieczeństwa.

10 tysięcy ludzi demonstrowało w południowej prowincji Dalea, gdzie policja często ścierała się z uzbrojonymi grupami walczącymi o secesję.

Stany Zjednoczone, które od dawna widzą w Jemenie ważnego sojusznika w walce z Al-Kaidą, potępiły rozlew krwi i poparły prawo do pokojowych demonstracji, zastrzegając że tylko dialog może zakończyć polityczny kryzys w tym kraju.

Uczestnicy demonstracji domagają się natychmiastowego ustąpienia rządzącego krajem od 32 lat prezydenta Salaha. Odrzucają propozycję przeprowadzenia referendum w sprawie nowej konstytucji, która miałaby utorować drogę do ustanowienia w kraju systemu parlamentarnego. Uważają, że plan zmian nadszedł zbyt późno i jest zbyt wąski.

Salah obiecał, że odejdzie w 2013 r., kiedy wygasa jego kadencja. W czwartek prezydent zapowiedział, że "nowa konstytucja ma jasno określać rozdział władzy". Na mocy nowej ustawy zasadniczej "zostanie ustanowiony system parlamentarny, dając całą władzę wykonawczą rządowi wybranemu przez parlament pod koniec 2011 lub na początku 2012 roku" - powiedział Salah. Wezwał do utworzenia rządu jedności narodowej w celu przygotowania nowej ordynacji wyborczej.

W Jemenie od prawie miesiąca trwa fala protestów zainspirowana podobnymi wystąpieniami m.in. w Tunezji i Egipcie, które doprowadziły do ustąpienia przywódców tych krajów: Zina el-Abidina Ben Alego i Hosniego Mubaraka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj