O spotkaniu z Melnyczenką były prezydent poinformował dziennikarzy w poniedziałek, po opuszczeniu siedziby prokuratury.

Reklama

"Dziś po raz kolejny przekonałem się, że prawda leży po mojej stronie, a komentować konfrontacji z Melnyczenką nie będę, bo czytam ostatnio prasę i wiem, że im mniej mówię, tym lepiej dla mnie" - oświadczył Kuczma.

Były prezydent dodał, że odpowiedział na niektóre pytania byłego pracownika swej ochrony, jednak - jak wynika ze słów Kuczmy - ten nie ujawnił, na czyje polecenie działał, dokonując nielegalnego podsłuchu w gabinecie prezydenckim.

"Zapytajcie Melnyczenkę. Ja także chcę zrozumieć, kto pociągał za sznurki. Zrozumiałe, że taka osoba była, lecz kto to był, pozostaje dla mnie zagadką" - powiedział Kuczma.

24 marca Prokuratura Generalna postawiła byłemu prezydentowi zarzuty nadużycia władzy poprzez wydanie nielegalnych poleceń "osobom urzędowym" w MSW, co w konsekwencji doprowadziło do zabicia Gongadzego w 2000 roku. Z decyzji prokuratury w tej sprawie wynika, że Kuczma osobiście wydał polecenie zablokowania działalności dziennikarza, co skończyło się zamordowaniem Gongadzego.

Reklama

Na tzw. taśmach Melnyczenki słychać głos Kuczmy, który w gniewie mówi, że należy pozbyć się opozycyjnego dziennikarza.

Gongadze, dziennikarz niezależnej gazety internetowej "Ukrainska Prawda", tropił korupcję na szczytach władz. Zaginął we wrześniu 2000 roku, a dwa miesiące później jego pozbawione głowy ciało odnaleziono w lesie w okolicach Kijowa. Kuczma konsekwentnie utrzymuje, że to nie on zlecił zabójstwo dziennikarza.