W piątek Biuro Krajowe Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) w Polsce zorganizowało konferencję prasową, by przedstawić, jak wygląda sytuacja uchodźców w obliczu kryzysu humanitarnego w Afryce Północnej.

Reklama

"Libia jest drugim pod względem zamożności krajem w Afryce, co sprawiło, że przyciągała wielu imigrantów. Nie ma dokładnych danych, ale szacuje się, że w przebywało tam od 800 tys. do 2,5 mln imigrantów" - powiedział Gert Westerveen z UNHCR. Jak dodał, kiedy rozpoczęły się zamieszki, cudzoziemcy pochodzący z bogatszych państw zostali ewakuowani przez swoje rządy, jednak ci z biedniejszych krajów musieli radzić sobie na własną rękę.

"Wielu cudzoziemców pochodziło z państw sąsiadujących z Libią, np. Tunezji, Czadu, Sudanu. Oni wrócili do swoich krajów. Ok. 170 tys. pochodziło z krajów dalej położonych, udało się zorganizować powrót ok. 90 tys. Ale jest problem z tymi, którzy nie mogą wrócić, bo nie można dokonać repatriacji do kraju ogarniętego wojną. W takiej sytuacji są np. ludzie pochodzący z Somalii, Darfuru, Erytrei. Część z nich po powrocie mogłaby trafić do więzienia" - mówił Westerveen.

Podkreślił, że tym ludziom trzeba pomóc, bo w przeciwnym razie będą starali się zorganizować ucieczkę na własną rękę, a to często kończy się tragicznie. Jak przypomniał, dwa dni temu na Morzu Śródziemnym zatonęła drewniana łódź, zginęło ok. 200 osób, które próbowały dostać się do Europy.

"Wyjściem z sytuacji są zorganizowane przesiedlenia do krajów, które mogą zapewnić bezpieczeństwo uchodźcom. Co roku UNHCR przesiedla 70 tys. osób, z czego tylko 4 tys. trafia do krajów Unii Europejskiej, reszta m. in. do USA. Kanady, Australii, krajów azjatyckich. W Europie przesiedleńców przyjmuje tylko 10 państw. Mamy nadzieję na większą aktywność UE, bardzo byśmy się cieszyli, gdyby w programy przesiedleńcze zaangażowało się pozostałych 17 państw" - mówił Westerveen.

Jak podkreślił dyrektor Biura Krajowego UNHCR w Polsce Ernest Zienkiewicz, Polska nie prowadzi programów przesiedleńczych, ale rząd przygotowuje zmiany ustaw. "Oczywiście można byłoby prowadzić takie programy bez przepisów ustawowych, ale my wolimy robić to w sposób zorganizowany, aby przesiedlane osoby miały warunki do integracji, żeby nie musieli szukać swojego miejsca gdzieś dalej" - mówił.



Jak dodał, choć w tej chwili główny ciężar związany z przyjmowaniem uchodźców z Afryki Północnej spoczywa na krajach ościennych oraz państwach europejskich z basenu Morza Śródziemnego, inne kraje UE, w tym Polska, mogą wspierać UNHCR finansowo, przekazując pomoc humanitarną lub pomagając w organizacji przesiedleń. Poinformował, że polskie MSZ przekazało UNHCR 100 tys. dolarów, gdy rozpoczął się kryzys w Libii. Magda Qandil z UNHCR dodała, że budżet na rozwiązywanie sytuacji kryzysowych wynosi w sumie ok. 310 mln dolarów.

"Liczymy na dalszą pomoc, bo wciąż kilkadziesiąt procent potrzeb nie jest zaspakajanych. Oprócz kryzysu w Libii, mamy nierozwiązane problemy w Kongo czy na Wybrzeżu Kości Słoniowej" - dodał Zienkiewicz.

Jak podkreślił Westerveen, najwięcej uchodźców Z Libii przebywa na granicy libijsko-tunezyjskiej, ponieważ Tunezja otworzyła granice - w tamtym kierunku uciekło ok. 221 osób, w tym 20 tys. Tunezyjczyków, 37 tys. Libijczyków i 164 tys., obywateli innych państw. Ok. 178 tys. osób uciekło w kierunku Egiptu (82 tys. Egipcjan, 45 tys. Libijczyków i 51 tys. obywateli innych państw); jednak - jak zaznaczył Westerveen - żeby tam przekroczyć granicę, trzeba mieć dokumenty. Ok. 29 tys. osób uciekło w kierunku Nigru, głównie (27 tys.) byli to obywatele tego kraju. Ok. 1,5 tys. osób znalazło schronienie we Włoszech, a 800 na Malcie.

"Najbardziej dramatyczna sytuacja jest na północy Libii, przy granicy morskiej, bo ludzie usiłują wydostać się stamtąd na własną rękę, co często kończy się tragicznie" - zaznaczył.