Dziennik Gazeta Prawana logo

Bruksela karci Gruzję za walkę z opozycją

26 maja 2011, 20:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Komisja Europejska wezwała  władze gruzińskie do niestosowania przemocy wobec opozycji, która demonstruje w Tbilisi. Bruksela przypomniała, iż rząd gruziński powinien szanować zasadę wolności zgromadzeń.

"Jesteśmy zaniepokojeni wzrostem wewnętrznego napięcia politycznego w ostatnich dniach i śledzimy uważnie wydarzenia" - powiedziała rzeczniczka KE Natasha Butler na czwartkowym briefingu dla dziennikarzy. Rzeczniczka wezwała władze i opozycję, aby nie uciekały się do przemocy. Wyraziła nadzieję, że przygotowywana reforma prawa wyborczego w Gruzji pozwoli wszystkim - rządzącym i opozycji - przystąpić w przyszłym roku do wyborów na warunkach równości.

Tego samego dnia około stu członków gruzińskiej opozycji zostało skazanych w Tbilisi w trybie doraźnym na kary do dwóch miesięcy więzienia za naruszenie ładu publicznego. Oficjalne uzasadnienie wyroków brzmiało: "za naruszenie porządku publicznego po wygaśnięciu o północy pozwolenia na demonstrację". Rzecznik rządu Szota Utiaszwili oznajmił, iż wobec dwóch uczestników demonstracji wszczęto procesy w związku z dwoma wypadkami samochodowymi, które w czasie demonstracji antyrządowej spowodowały śmierć dwóch osób.

Według rzecznika, 37 osób, w tym ośmiu policjantów, odniosło rany w trakcie starć policji z demonstrantami. Jedną z nich był funkcjonariusz policji, a drugą były policjant, który uczestniczył w demonstracji. Dwie osoby oskarżone o spowodowanie tych wypadków są współpracownikami przywódczyni gruzińskiej opozycji, byłej przewodniczącej parlamentu, Nino Burdżanadze.

To na jej wezwanie odbywały się przez ostatnie pięć dni demonstracje, których uczestnicy wzywali do ustąpienia prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Pani Burdżanadze, która stoi na czele opozycyjnego ruchu Zgromadzenie Ludowe, oświadczyła, że winę za incydenty ponosi policja, ponieważ nie pozwoliła manifestantom rozejść się pokojowo i zagrodziła z dwóch stron Aleję Rustawelego, na której się znajdowali.

"Jak gruziński prezydent mógł po tym wszystkim przyjmować w czwartek defiladę (wojskową) skoro zablokował wszystkie drogi i nie pozwolił protestującym rozejść się w pokoju" - powiedziała Burdżanadze stacji telewizyjnej Maestro TV. Uczestnicy trwających od soboty demonstracji w Tbilisi domagają się ustąpienia prezydenta Saakaszwilego. Obarczają go osobistą odpowiedzialnością za wojnę z Rosją w sierpniu 2008 roku, którą separatyści z dwóch regionów Gruzji - Osetii Południowej i Abchazji - wykorzystali do oderwania się od Gruzji przy wojskowym poparciu Rosji.

Saakaszwili, który po starciach policji z demonstrantami przyjął z trybuny przed parlamentem defiladę wojskowa, powiedział, że antyrządowe demonstracje "zostały przygotowany poza granicami naszego kraju". 24 maja, przewodniczący komisji spraw zagranicznych gruzińskiego parlamentu, Akaki Miaszwili, oświadczył, że to Moskwa inspiruje protesty uliczne w Tbilisi. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj