Na czele tej flotylli lotniskowiec "Nimitz". Oprócz niego płyną cztery niszczyciele i krążownik. Wszystkie jednostki będą w pogotowiu i w razie potrzeby wpłyną na wody u wybrzeża Syrii. Decyzje o tym, gdzie dokładnie będą stacjonowały, nie zostały jednak jeszcze podjęte.

Według ekspertów, jeśli dojdzie do amerykańskiej interwencji w Syrii, nie będzie nalotów, a Amerykanie raczej zdecydują się na wystrzelenie pocisków manewrujących z niszczycieli na Morzu Śródziemnym. Wczoraj amerykański prezydent ogłosił, że decyzję w sprawie ataku na Syrię odłoży o co najmniej tydzień. Barack Obama czeka na decyzję Kongresu w tej sprawie.