Także w piątek szef sztabu gambijskiej armii gen. Ousman Badjie powiedział Reutersowi, że uznaje Barrowa za prawowitego zwierzchnika sił zbrojnych i nie skieruje wojska przeciwko siłom państw ościennych, które zostały przysłane, by wymusić ustąpienie Jammeha.
- powiedział Badjie.
Chodzi o korpus ekspedycyjny Zachodnioafrykańskiej Wspólnoty Gospodarczej (ECOWAS). W czwartek siły złożone m.in. z żołnierzy Senegalu, Ghany, Nigerii, Togo i Mali i wyposażone m.in. w czołgi przekroczyły granicę Gambii, nie napotykając oporu - powiedział przywódca ECOWAS Marcel Alain de Souza.
- poinformował szef gambijskiej telewizji Malick Jones.
Jammeh rozpoczął negocjacje z ECOWAS w czwartek wieczorem; zgodził się ustąpić pod warunkiem uzyskania amnestii, która objęłaby wszystkie jego działania jako szefa państwa, oraz pozwolenia na pozostanie w kraju. Warunki te są dla ECOWAS nie do przyjęcia - mówił de Souza.
Regionalna organizacja ECOWAS chce zapewnić, że w Gambii władzę obejmie wybrany w wyborach prezydenckich 1 grudnia 2016 roku Adama Barrow. W czwartek został on zaprzysiężony na prezydenta, ale z powodu protestów Jammeha, który kontestował wynik grudniowych wyborów i we wtorek ogłosił w kraju stan wyjątkowy, inauguracja odbyła się w gambijskiej ambasadzie w Senegalu.
Kadencja Jammeha, który Gambią rządził twardą ręką od 1994 roku, wygasła w środę o północy.
Ok. 45 tys. Gambijczyków uciekło z kraju do Senegalu w obawie przed wybuchem przemocy - wynika z danych senegalskiego rządu i ONZ. Większość tych uchodźców to dzieci i kobiety.
Szacuje się, że w Gambii przebywa jeszcze kilka tysięcy zagranicznych turystów. Jak pisze agencja AP, kontynuowane są wysiłki w celu ewakuowania ich z kraju.
Licząca 2 mln mieszkańców Gambia, dawna kolonia brytyjska i obecnie najmniejszy kraj afrykański, jest też według ONZ jednym z 20 najbiedniejszych krajów świata.