Prezydencki rzecznik skomentował wypowiedź, która w Rosji wzbudziła duży rozgłos i która padła w czwartek podczas dyskusji międzynarodowego Klubu Wałdajskiego w Soczi.

W trakcie transmitowanego na żywo w telewizji wystąpienia Putin mówił, iż rosyjska doktryna nuklearna nie przewiduje uderzenia prewencyjnego, a jedynie cios w odwecie na atak na Rosję.

Opisując taki cios odwetowy, podkreślił: Agresor powinien wiedzieć, że odwet jest nieunikniony. My jak męczennicy trafimy do raju, a oni po prostu zdechną, dlatego że nie zdążą się nawet pokajać.  Słowa te zostały przyjęte przez publiczność Klubu Wałdajskiego jako żart: sala zareagowała śmiechem i oklaskami. Jednocześnie wywołały wiele komentarzy na blogach i w mediach społecznościowych.

Działacz antykremlowskiej opozycji Lew Szlosberg w Radiu Swoboda zarzucił prezydentowi Rosji, iż przebywa "we własnej rzeczywistości", której jednak inni nie podzielają. To jest wielki dramat, on to widzi i zdaje sobie z tego sprawę. W odpowiedzi pojawia się taki swoisty czarny humor, na granicy z fatalistycznym uniesieniem i realnym prezentowaniem siebie jako człowieka, który może zmienić losy świata, w tym poprzez naciśnięcie na guzik"nuklearny - oznajmił Szlosberg.

Natomiast rzecznik Kremla wyjaśnił w poniedziałek, że w słowach tych "chodziło przede wszystkim nie o raj i nie o to, kto gdzie trafi". Pieskow ocenił, że nie zwrócono dostatecznej uwagi na to, co było najważniejsze - "że Rosja nie zastrzega sobie prawa do uderzenia prewencyjnego".

W naszej doktrynie nie zostało zapisane prawo do pierwszego uderzenia. Nie uważamy, że mamy prawo zadawać cios jako pierwsi. (...) To znaczy, że nigdy na nikogo nie napadniemy jako pierwsi - oto co powiedział prezydent - podkreślił rzecznik Kremla. Jego zdaniem ten element wypowiedzi Putina był najważniejszy, a cała reszta była przenośnią.