- oświadczył Ławrow w opublikowanym w czwartek wywiadzie, odpowiadając na pytanie, czy Rosja popiera silną Europę w sytuacji, gdy wiele głosów domaga się od niej własnego systemu obrony w warunkach nieprzewidywalności prezydentury Donalda Trumpa.
Szef rosyjskiej dyplomacji zastrzegł jednak, że nie jest pewien, czy Europa "jest dzisiaj niezależna". "Przywódcy europejscy zdali sobie z tego sprawę. Tak jest w przypadku (prezydenta Francji) Emmanuela Macrona z jego projektem reformy Unii Europejskiej" - dodał.
- tłumaczył Ławrow. .
Szef rosyjskiej dyplomacji podkreślił, że Rosja z niepokojem śledzi rozwój sytuacji, gdyż chodzi o jej bezpieczeństwo. Zaznaczył, że Moskwa chce autonomicznej i silnej Unii Europejskiej, lecz - jak powiedział - sprawy bezpieczeństwa nie powinny być rozpatrywane przez UE z NATO za kulisami.
Wyraził zaniepokojenie brakiem efektywnego dialogu między rosyjskimi wojskowymi a NATO, przypominając, że choć Rada NATO-Rosja spotkała się trzykrotnie, nie było żadnego rezultatu. Według niego te spotkania były pretekstem do oskarżania Rosji i "zaspokojenia kaprysu Ukraińców, którzy chcą utrzymania sankcji wobec Moskwy" w związku z Krymem i Donbasem.
Szef rosyjskiej dyplomacji zarzucił też Stanom Zjednoczonym, że "dolewają oliwy do ognia" w Syrii poprzez tworzenie na wschód od Eufratu, w oparciu o Kurdów, quasi-niezależnego państwa poza legalnymi władzami.
Podkreślił jednocześnie dobrą współpracę Moskwy i Paryża. Przypomniał, że w ubiegłym roku dzięki wspólnej inicjatywie prezydentów Macrona i Władimira Putina doszło do wysłania francuskiej pomocy humanitarnej dla Guty Wschodniej w Syrii przy użyciu rosyjskich środków transportu.
Ławrow odrzucił też w wywiadzie dla francuskiego tygodnika oskarżenia Rosjan o ingerencję w wybory w USA, próbę ataku hakerskiego na Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) i ataki na agencje antydopingowe.