- Młodzi ludzie z armii i wywiadu narodu irańskiego pomszczą krew męczenników, którzy zginęli podczas tego wydarzenia - powiedział Kasemi.

Do przeprowadzenia ataku przyznało się sunnickie ugrupowanie Dżaisz al-Adl (Armia Sprawiedliwości), uważane przez Teheran za organizację terrorystyczną. Domaga się ono większych praw dla mniejszości etnicznej Beludżów. W ostatnich latach to radykalne ugrupowanie przeprowadziło wiele ataków na cele wojskowe w Iranie.

Zamachowiec samobójca w samochodzie wypełnionym materiałami wybuchowymi zdetonował je przy autobusie przewożącym Strażników Rewolucji na drodze łączącej miasta Zahedan i Chasz w prowincji (ostanie) Sistan-Beludżystan, która od dawna nękana jest zarówno przez gangi przemytników narkotyków, jak i separatystycznych bojowników sunnickich.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, zwany też Gwardią Rewolucyjną lub Strażnikami Rewolucji, został utworzony po rewolucji islamskiej w 1979 roku w celu jej obrony przed - jak to określano - "wewnętrznymi i zewnętrznymi" zagrożeniami. Jego zwierzchnikiem jest najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei. Gwardia, złożona z formacji lądowych, morskich i powietrznych, to najlepiej wyszkolona i wyposażona część sił zbrojnych Iranu.

Ostatnio do tak krwawego ataku na południu Iranu doszło we wrześniu, kiedy w zamachu na paradę wojskową zginęło ponad 20 osób i ponad 60 zostało rannych.

W październiku Dżaisz al-Adl wziął na siebie odpowiedzialność za porwanie 10 członków sił bezpieczeństwa. Część z nich potem uwolniono.

Jak pisze AFP, do ataku doszło w dniu rozpoczęcia w Warszawie konferencji bliskowschodniej pod przywództwem USA, zaprzysięgłego wroga Teheranu, a jednym z jej celów jest wywarcie nacisku na Iran, oskarżany przez Waszyngton o "destabilizujący wpływ" na Bliskim Wschodzie.

W pierwszej irańskiej publicznej reakcji na zamach szef MSZ Mohammad Dżawad Zarif napisał na Twitterze, że "to nie jest zbieg okoliczności, że Iran został dotknięty aktem terroryzmu tego samego dnia, kiedy rozpoczęła się konferencja warszawska, którą nazwano >cyrkiem<".

"Wydaje się, że Stany Zjednoczone zawsze dokonują tych samych złych wyborów, spodziewając się całkiem różnych wyników" - dodał w tweecie.