Nowo wybrana szefowa KE Ursula von der Leyen chce, żeby połowa stanowisk komisarzy w przyszłym składzie Komisji przypadła kobietom. Jednak to kraje członkowskie przedstawiają propozycje nominacji i to rodzi pytania, czy plan Niemki jest możliwy do zrealizowania. Obecna KE nie odpowiada na to pytanie, wskazując, że to do von der Leyen i państw członkowskich będzie należał proces tworzenia nowej unijnej egzekutywy.

Reklama

Komisja Europejska przy tej okazji pochwaliła się, że coraz więcej kierowniczych stanowisk w tej instytucji zajmują kobiety.

- Zrobiliśmy ogromny postęp jeśli chodzi o równowagę płci w trakcie kierowania Komisją przez Jean-Claude'a Junckera. Na początku kadencji Juncker postawił sobie cel, że 40 proc. stanowisk kierowniczych średniego i wysokiego szczebla przypadnie kobietom. Dziś KE jest bliżej tego celu niż kiedykolwiek wcześniej - kobiety obecnie zajmują 39 proc. stanowisk kierowniczych, a jeszcze w listopadzie 2014 r. było to 30 proc. - wskazała w piątek rzeczniczka KE Mina Andreeva.

Jak mówiła, największy postęp poczyniono jeśli chodzi o stanowisko zastępcy dyrektora generalnego KE. - Kobiety zajmują 42 proc. tych stanowisk w obecnej Komisji. Na początku kadencji Junckera, w 2014 r., było to 8 proc. - wskazała. Dodała, że obecnie ponad jedną trzecia stanowisk dyrektora generalnego KE zajmują obecnie kobiety, a w 2014 r. było to 14 proc.

Jeszcze w 1995 roku - przypomniała - kobiety zajmowały 8 proc. stanowisk kierowniczych. Podkreślała również, że obecnie jedna trzecia komisarzy to kobiety. Jak zaznaczyła, te liczby mówią za siebie i pokazują, jak obecna Komisja skutecznie walczyła o równowagę płci.

Obecnie wśród 15 kandydatów na komisarzy pięciu to kobiety. Tymczasem von der Leyen mówiła o potrzebie równowagi płci w swoim kolegium, co oznaczałoby, że z 13 pozostały krajów, które jeszcze nie zadeklarowały, kogo chcą wysłać do Brukseli, dziewięć powinno wskazać na kobietę, jeśli miałby zostać zapewniony parytet.

Reklama