W Polsce wiele się mówi o możliwych kłopotach naszego kandydata na komisarza Krzysztofa Szczerskiego. Chociaż jego nominację nieoficjalnie zaakceptowała już Ursula von der Leyen, która pokieruje nową Komisją Europejską, obecny szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy będzie musiał jeszcze przekonać do siebie europejskich parlamentarzystów. Tak samo jak pozostali kandydaci na komisarzy. Polak może mieć najtrudniej ze względu na spór o praworządność, który toczy się od prawie czterech lat. Grillowana może być jednak cała Komisja Europejska skompletowana przez von der Leyen.

Nowa przewodnicząca nie cieszy się wielką popularnością w izbie i sama nie od razu zdobyła poparcie. Ostatecznie głosowanie wygrała, ale zaledwie dziewięcioma głosami i nie bez zarzutów padających z obu stron europejskiej sceny politycznej. Dla lewicy jej poglądy były zbyt prawicowe, dla prawicy zbyt lewicowe. Do tego doszły tarcia instytucjonalne o to, kto rządzi Brukselą. Parlament Europejski poczuł się upokorzony pominięciem w procesie wyłonienia kandydatury von der Leyen. Zadecydowali o tym przywódcy krajów członkowskich, nie pytając o zdanie deputowanych i lekceważąc promowaną przez nich procedurę Spitzenkandidaten, czyli głównych pretendentów zgłoszonych przez partie. Chociaż każda grupa polityczna w Parlamencie Europejskim jeszcze przed wyborami zaproponowała kandydatów na przewodniczącego, ostatecznie wybrano niemiecką minister obrony, która z europejską polityką nie miała nic wspólnego. Teraz izba może chcieć wyrównać instytucjonalne rachunki. Losy zaproponowanych przez von der Leyen ewentualnych komisarzy są więc niepewne. Pretendenci do komisyjnych tek nigdy zresztą nie mieli w europarlamencie lekko. Danuta Hübner, dwukrotna polska komisarz, europosłanka od trzech kadencji, podkreśla, że PE często ma wątpliwości wobec kandydatów, i to bardzo różnej natury – światopoglądowej, politycznej, merytorycznej.

Wróżenie z fusów

W 2004 r. Komisja Europejska José Manuela Barroso, w której Hübner była komisarzem odpowiedzialnym za politykę regionalną, zaczęła pracę z prawie miesięcznym opóźnieniem. W Parlamencie Europejskim toczono wówczas boje o dwie kandydatury – Włocha Rocco Buttiglionego i Holenderki Neelie Kroes.