Postanowiłem rozpisać nowe wybory, by naród boliwijski mógł w demokratyczny sposób wybrać swój nowy rząd, z udziałem nowych postaci politycznych - oświadczył Morales, cytowany przez boliwijską agencję ABI. Poinformował również, że wymieni cały skład państwowej komisji wyborczej.

Reklama

Ogłoszenie reelekcji Moralesa, który sprawuje urząd prezydenta nieprzerwanie od 2006 roku jako pierwszy przedstawiciel rdzennej ludności Boliwii na tym stanowisku, wywołało masowe protesty w całym kraju. Oficjalnie zdobył on 47,08 proc. głosów, a jego główny rywal, centrowy poprzedni prezydent Carlos Mesa 35,61 proc. Do wygrania wyborów już w pierwszej turze potrzebne jest uzyskanie ponad połowy wszystkich głosów lub przewagi co najmniej 10 punktów procentowych. Opozycja twierdzi, że władze sfałszowały wyniki głosowania.

Opublikowany wcześniej w niedzielę wstępny raport OPA na temat wyborów informuje o wykryciu "wyraźnego manipulowania" komputerowym systemem liczenia głosów. Postuluje jednocześnie przeprowadzenie przez władze Boliwii dogłębnego śledztwa, które jest niezbędne w przypadku manipulacji o takich rozmiarach. Wzywa je też do uznania swej odpowiedzialności "w tej poważnej sprawie".

Zdobycie przez Moralesa przewagi ponad 10 punktów procentowych nad Mesą było według raportu statystycznie niemożliwe. W odrębnym oświadczeniu OPA napisała, że "przeprowadzona 20 października pierwsza tura wyborów musi zostać unieważniona, a cały proces wyborczy musi się zacząć od nowa".

Na zapowiedź nowych wyborów kilku przywódców opozycji zareagowało żądaniem, by prezydent podał się do dymisji. Uważamy, że prezydent Morales musi podjąć taką decyzję, jeśli zachował choćby szczyptę patriotyzmu, musi ustąpić - powiedział Mesa.

Reklama

Dzięki dochodom z eksportu gazu ziemnego i wykorzystywanego w akumulatorach litu Boliwia odnotowała w ostatnim okresie znaczny wzrost gospodarczy, przekraczający w niektórych latach 6 proc. PKB. Jednak uwidaczniająca się coraz bardziej polityczna arogancja Moralesa, jak też przypisywane mu lekceważenie interesów bogatszej wschodniej części kraju sprawiły, że popularność prezydenta spadła.