Apele opozycji do Argentyńczyków, by skończyć z "arogancją władzy" i skandalami korupcyjnymi towarzyszącymi prezydenturze Nestora Kirchnera nie poskutkowały.
Druga w sondażach szefowa partii Alternatywa na rzecz Republiki Równości Elisa Carrio zdobyła zaledwie 23 proc. głosów. Oznacza to, że - zgodnie ze skomplikowaną ordynacją wyborczą - pani Kirchner, mając ponad 10-procentową przewagę, nie musi się już martwić drugą turą. "Zdecydowanie wygraliśmy. Nie oznacza to jednak więcej przywilejów, a więcej obowiązków" - mówiła skromnie do sympatyków po ogłoszeniu wstępnych wyników. Lady Botox, jak nazywają ją złośliwi, dziękowała też mężowi, który "swoimi osiągnięciami i swoimi błędami pokazał, że jest człowiekiem zaangażowanym w sprawy kraju".
Sam Nestor Kirchner jak na razie nie zabrał głosu, choć jego rodacy bez wątpienia czekają choćby na kilka słów wyjaśnienia, dlaczego nie ubiegał się o kolejną kadencję. Już nie tylko ulica, ale także część analityków jest zdania, że małżeństwo Kirchnerów już jakiś czas temu wymyśliło plan, który teraz realizuje: by co cztery lata zmieniać się na fotelu prezydenta. W ten sposób nigdy nie naruszą zasady dwóch kadencji, zawsze też udawać będą "świeżość".
Na razie nie wiadomo, jakie są plany nowej pani prezydent w tej i innych dziedzinach poza autopromocją. W czasie kampanii, na którą wydała przeszło 30 milionów euro, unikała debat i praktycznie nie rozmawiała z argentyńskimi dziennikarzami. Zamiast tego swój wizerunek wolała promować za granicą, co zresztą przyniosło skutek, bo jej zdjęcia od kilku tygodni publikują gazety na całym świecie. Mimo to Cristina Kirchner nie zraziła do siebie rodaków - w niedzielnym głosowaniu zebrała dwa razy więcej głosów niż jej mąż przed czterema laty. W dodatku, najprawdopodobniej będzie mogła liczyć na większość w Izbie Deputowanych i Senacie, których część składu również była wybierana w niedzielę. "W takiej sytuacji, gdy będzie miała wolną rękę w rządzeniu krajem, trudno więc spodziewać się, że jej prezydentura będzie inna od kadencji męża" - pisze analityk hiszpańskiego dziennika "ABC" Roberto Starke.
Póki co Cristina Kirchner już weszła do historii, bo jest pierwszym prezydentem kobietą wybranym przez naród. Jej poprzedniczka - wdowa po Juanie Peronie, Isabel Peron, objęła władzę po śmierci męża w 1974 roku. Rok wcześniej to on został prezydentem, zaś ona jego zastępcą.
Głównym zadaniem nowej prezydent jest przyspieszenie rozwoju argentyńskiej gospodarki. "Plany dynastycznej władzy wezmą w łeb, jeżeli nowa prezydent nie rozwiąże podstawowej sprawy: rozwoju gospodarki" - mówi DZIENNIKOWI Miguel Carrera, latynoamerykanista z Universidad de Salamanca.
A na tym polu pani prezydent będzie miała wiele do zrobienia, tym bardziej, że część ekspertów uważa, iż za rządów jej męża statystyki dotyczące wzrostu cen były fałszowane. "Nikt nie wierzy, że inflacja w Argentynie wynosi 8 proc. Dłużej tymi danymi manipulować nie można" - dodaje Carrera. Według niektórych źródeł sięgała ona ostatnio nawet 20 proc.
Mimo to Cristinie Kirchner trudno będzie być prezydentem "wszystkich Argentyńczyków", choć tak przedstawiała się, przemawiając wczoraj do swoich sympatyków w Buenos Aires. Opozycja dostrzega w niej jedynie populistkę, teflonową kandydatkę, która gra wyłącznie na emocjach. Przed wyborami odwoływała się do głosów biedoty - teraz ta biedota rozliczy ją z obietnic.
Isabel Peron - od dziedzictwa do upadku
Prezydentura Cristiny Kirchner to nie pierwszy przypadek w historii Argentyny, kiedy głową państwa zostaje kobieta i do tego dotychczasowa pierwsza dama. W 1974 roku urząd ten objęła Isabel Peron - trzecia żona Juana Domingo Perona, która po jego śmierci stała się pierwszym prezydentem kobietą w dziejach świata i najmłodszą przywódczynią kraju w Ameryce Łacińskiej. W przeciwieństwie do uwielbianej przez Argentyńczyków poprzedniej małżonki prezydenta - Evity, Isabel nigdy nie cieszyła się popularnością.
24 marca 1976 roku została obalona przez armię. Po pięciu latach spędzonych w areszcie domowym Isabel pozwolono udać się na emigrację do Hiszpanii. Osiedliła się w Madrycie. W styczniu tego roku została zatrzymana w związku ze śledztwem w sprawie "zniknięć" przeciwników politycznych w czasie jej prezydentury. Szacuje się, że za jej rządów zaginęło bez wieści około 600 osób, a blisko pół tysiąca zostało zabitych. Isabel przebywa obecnie w areszcie w Madrycie. Trwa sprawa jej ekstradycji do Argentyny.