Dziennik Gazeta Prawana logo

Hillary Clinton traci popularność

22 listopada 2007, 23:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rywalizacja między kandydatami Partii Demokratycznej do Białego Domu staje się coraz bardziej zacięta. Z najnowszego sondażu wynika, że brylująca w mediach i uznawana za jedną z faworytek do prezydentury - Hillary Clinton znacznie straciła na popularności - czytamy w DZIENNIKU.

Żonę byłego prezydenta USA Billa Clintona i dawną Pierwszą Damę Ameryki popiera obecnie zaledwie 38 proc. wyborców Demokratów. To wynik ankiety przeprowadzonej dla Agencji Reutera. Jeszcze miesiąc temu Clinton cieszyła się poparciem wyższym o osiem procent i wydawało się, że walkę o partyjną nominację rozstrzygnęła już na swoją korzyść.

Nagły spadek zaufania do popularnej polityk Partii Demokratycznej cieszy drugiego w rankingach, czarnoskórego polityka Baracka Obamę. Demokratyczny senator z Illinois traci do swojej konkurentki "zaledwie" 11 procent, a jeszcze w październiku było to aż 21 procent.

"To było kilka wyjątkowo złych tygodni dla Hillary Clinton. Jako liderka wszelkich rankingów stała się celem ostrych ataków pozostałych kandydatów. I tak już będzie do samego końca" - uważa amerykański politolog John Zogby. Analitycy są przekonani, że sztab Clinton liczył się z takim scenariuszem i już niebawem przeprowadzi ofensywę, która pozwoli odzyskać utracone poparcie.

O tym, czy Barack Obama dogoni Hillary Clinton oraz czy wśród republikańskich kandydatów prymat utrzyma Rudolph Giuliani, będzie się można przekonać już za półtora miesiąca, gdy ruszą prawybory. Pierwsze odbędą się 3 stycznia w stanie Iowa. Pięć dni później wybierać będą swoich kandydatów sympatycy obu partii w New Hampshire.

Wyborcy czekają na starcie właśnie w New Hampshire: jest zwyczajem, że ten, kto wygra tam batalię o głosy wyborców, ma największe szanse na nominację i na finałową walkę o Biały Dom.

Wybory prezydenckie odbędą się 4 listopada 2008 roku. Zwycięzca zostanie zaprzysiężony w styczniu 2009 r. Na sukces liczą Demokraci, którzy zamierzają wykorzystać niepowodzenia Georgea W. Busha w polityce w Iraku i Afganistanie. Będą to pierwsze od 1952 roku w pełni tzw. otwarte wybory, w których udziału nie wezmą urzędujący prezydent lub jego zastępca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj