Dziennik Gazeta Prawana logo

Brytyjczycy idą pod prąd w walce z koronawirusem. Mają zupełnie inną strategię

13 marca 2020, 08:37
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Koronawirus, Londyn
<p>Koronawirus, Londyn</p>/PAP/EPA
Brytyjski rząd wybrał całkowicie odmienną strategię walki z epidemią koronawirusa, niż reszta państw europejskich. Podczas, gdy te zamykają szkoły, odwołują imprezy masowe, a niektóre nawet zamykają granice, w Wielkiej Brytanii niemal wszystko działa normalnie.

Przejście do drugiej fazy – spowalniania – sprowadza się na razie głównie do zalecenia, by osoby, które mają gorączkę lub powtarzający się kaszel, pozostały w domach przez co najmniej siedem dni, szkoły odwołały wyjazdy zagraniczne, a osoby starsze zrezygnowały z wycieczek, zwłaszcza na wielkich statkach jak Diamond Princess, który do niedawna był jednym z głównych ognisk choroby.

Gabinet Borisa Johnsona na każdym kroku podkreśla, że przy podejmowanych decyzjach kieruje się nauką. Przy chorobie, której skutki nie są jeszcze znane, nie ma jednak też jednoznacznej opinii naukowców, co jest właściwą drogą postępowania i jest wiele głosów mówiących, że strategia rządu jest co najmniej ryzykowna. Albo że rząd bardziej przejmuje się stanem gospodarki niż stanem zdrowia ludzi.

 – uważa Richard Horton, redaktor naczelny brytyjskiego magazynu medycznego „Lancet”.  – powiedział z kolei John Ashton, były regionalny szef służby zdrowia w północno-zachodniej Anglii.

Ale rząd ma też swoich naukowców, którzy – zwłaszcza ci zajmujący się psychologią behawioralną – mówią coś zupełnie przeciwnego. - powiedział w jednym z wywiadów David Halpern, szef rządowego zespołu Behavioral Insights Team i członek komitetu zarządzającego reakcją na epidemię.  – dodaje.

Wyjaśnia, że ubocznym skutkiem tego będzie to, że dzieci więcej czasu spędzać będą z dziadkami, czyli osobami, które jako grupę najbardziej narażoną, rząd właśnie chce ochronić. Podobnie jest z wydarzeniami sportowymi – zamknięcie stadionów oznacza, że więcej ludzi będzie się gromadzić w pubach czy innych zamkniętych pomieszczeniach, gdzie ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa jest wyższe niż na wolnym powietrzu.

Następna sprawa to podjęcie bardziej radykalnych środków - których rząd nie wyklucza - we właściwym momencie, gdyż zrobienie tego zbyt wcześnie nie przyniesie efektu. Mówił o tym też Chris Whitty, naczelny lekarz Anglii, podczas konferencji prasowej z Johnsonem. Rząd zakłada, że epidemia koronawirusa będzie długa, a liczby potwierdzonych przypadków i zgonów sugerują, że szczyt epidemii w Wielkiej Brytanii będzie cztery tygodnie później niż we Włoszech. Ponadto im bardziej uda się przesunąć ten szczyt, tym mniej będzie się on nakładać na sezonową zwykłą grypę, z którą również musi się mierzyć służba zdrowia. Tym więcej natomiast czasu na opracowanie szczepionki, lekarstwa i szybkich testów.

 – mówił Whitty. Jak wyjaśniał, celem jest uniknięcie sytuacji, w której w momencie szczytu epidemii ludzie będą już zmęczeni trwającymi od kilku tygodni restrykcjami i przestaną ich tak dokładnie przestrzegać, co zdaniem psychologów behawioralnych jest po pewnym czasie nieuniknione.

Obrana przez rząd strategia zarazem świetnie wpisuje się w narodowy charakter Brytyjczyków, zgodnie z propagandowym hasłem z czasów II wojny światowej „Keep calm and carry on” (zachowaj spokój i rób dalej swoje). Według badania przeprowadzonego przez ośrodek YouGov na przełomie lutego i marca – gdy liczba przypadków nie przekraczała 40, ale rząd ostrzegał, że rozprzestrzenianie się epidemii jest nieuchronne – bardzo lub trochę zaniepokojonych koronawirusem było 24 proc. Brytyjczyków, zaś nie bardzo lub wcale – 70 proc. To dawało najniższy odsetek zaniepokojonych ze wszystkich 10 państw, gdzie przeprowadzono badanie (oprócz Wielkiej Brytanii też w USA i ośmiu państwach Azji).

Jeśli chodzi o brytyjską część badania, to 54 proc. respondentów dobrze oceniło działania rządu w kwestii epidemii, zaś źle – 26 proc., co więcej konserwatywny rząd Johnsona uzyskał także więcej dobrych niż złych ocen nawet wśród wyborców Partii Pracy i Liberalnych Demokratów. Jedynie 14 proc. ankietowanych odpowiedziało, że w związku z zagrożeniem unika zatłoczonych miejsc, 36 proc. – że duże koncerty czy wydarzenia sportowe powinny być odwołane, zaś za zamknięciem szkół było 17 proc. pytanych. Choć jeszcze raz trzeba podkreślić, że od czasu badania liczba zakażeń wzrosła kilkunastokrotnie i odnotowano pierwszych 10 ofiar śmiertelnych.

To podejście wciąż jeszcze widać na ulicach, bo życie w Londynie toczy się na razie całkiem normalnie. Na razie, bo w poprzednim tygodniu pojawiły się doniesienia, że ludzie wykupują towary pierwszej potrzeby, a sieć Tesco nawet wprowadziła racjonowanie niektórych produktów. Wprawdzie władze zapewniają, że zupełnie nie ma takiej potrzeby, bo żywności na pewno nie zabraknie, ale np. znalezienie w sklepach mydła w płynie czy antybakteryjnych żeli bądź chusteczek do rąk jest już sporym wyzwaniem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj