"Przestałem pić dopiero w wieku 40 lat" - mówił Bush Marthcie Raddatz, dziennikarce ABC. "Wątpię, czy bym się teraz tu znajdował, gdybym nie przestał pić whiskey, piwa i wina".

"Byłem zakochany w alkoholu. Alkohol zapanował nade mną" - przyznał. Od razu jednak zastrzegł: "Kiedy byłem pijany, nie łaziłem na czworakach. Zawsze się kontrolowałem".

Zdarza się, że człowiek, który popadł w alkoholizm, zrywa z nałogiem pod wpływem wielkiego wstrząsu psychicznego. Aż trudno uwierzyć, że w przypadku Busha tym wstrząsem okazał się pospolity kac - pisze "Fakt".

"Na przyjęciu z okazji moich czterdziestych urodzin wypiłem tak dużo, że następnego dnia obudziłem się z potężnym kacem" - wspominał Bush. "Wtedy postanowiłem, że muszę z tym skończyć".

Odwyk - jak opowiadał Bush - był trudny. "Musiałem przyznać sam przed sobą, że jestem pijakiem. Zdecydowałem jednak, że muszę pokonać nałóg dla dobra mojej rodziny. Alkohol oddzielał mnie od niej. Dziś jestem dumny z tego zwycięstwa" - zapewnił prezydent USA.

Wyznanie George'a Busha, a przede wszystkim jego zwycięstwo w walce z alkoholowym nałogiem mogą być zachętą dla wszystkich, którzy mają taki sam problem. I to niezależnie od tego, czy są politykami, czy zwykłymi obywatelami - dodaje "Fakt".