Gdy sprzątacz bloku w szwedzkim Goeteborgu natknął się na paczkę, wydała mu się bardzo podejrzana. Od razu zaalarmował policję. Mieszkańców ewakuowano, a budynek otoczyli policjanci. Bali się podejść zawiniątka, bo niepokojąco buczała i drgała. Gdy paczkę otworzyli saperzy, zdębieli... Bo zamiast bomby w śrdoku był... wibrator.
"Policja nie chciała ryzykować. Dlatego wezwaliśmy saperów, którzy mieli zająć się podejrzaną paczką. A funkcjonariusze odcięli kordonem zagrożony obszar" - poinformował rzecznik policji z Goeteborga Jan Strannegard.
Saperzy, aby rozbroić domniemaną bombę, użyli specjalnego sprzętu. Jak się okazało - zupełnie niepotrzebnie. Podejrzana paczka wcale nie była groźna. "W środku był wibrator i akurat się włączył. Stąd to buczenie i drganie" - mówią zawstydzeni policjanci.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl