On nie powinien trafić za kraty, a do specjalistycznej kliniki psychiatrycznej - przekonuje Rudolf Mayer, który podjął się obrony potwora przed sądem. Będzie udowadniał, że zwyrodnialec, który przez 24 lata gwałcił swoją córkę i spłodził z nią siódemkę dzieci, jest chory - podaje "Bild".
Tymczasem austriacka prasa ujawnia, że Fritzl już raz stawał przed sądem za gwałt. W 1967 roku wdarł się do mieszkania 24-letniej pielęgniarki i zgwałcił ją. Dostał za to półtora roku więzienia. Gdy siedział za kratami, na świat przyszła jego córka Elizabeth - ta, która 24 lata swojego życia spędziła więziona i gwałcona w piwnicy rodzinnego domu.
Dlaczego informacja o tym, że Fritzl już kiedyś kogoś zgwałcił, wyciekła dopiero teraz? I dlaczego policja nie chce jej komentować? Dlatego, że informacja o wyroku dawno została zniszczona - orzeczenie sądu zatarło się. W Austrii dzieje się tak po pięciu latach - wtedy uznaje się, że skazany odpokutował już przestępstwo.
Tyran, który nie uznawał sprzeciwu - tak o Fritzlu mówi jego szwagierka, Kristina. "Wszystko, co mówił, było prawdą. A wszyscy inni musieli milczeć" - opowiada. W rozmowie z gazetą "The Herald" wyznaje też, że Elizabeth próbowała uciec od ojca, gdy miała 17 lat - jeszcze zanim trafiła do piwnicy. Ale to się jej nie udało.