To, co dzieje się w Tybecie, to kulturowe ludobójstwo - ostro krytykuje chińską politykę Dalajlama. Według niego, Chińczycy narzucają w kontrolowanym przez siebie regionie własny język i własną kulturę. A wszystko po to, by zniszczyć tybetańskie wartości.
"Obecnie sytuacja Tybetu jest beznadziejna i nie da się jej poprawić w krótkim okresie czasu" - mówi Dalajlama. I dodaje, że nie ma złudzeń, iż po krwawym stłumieniu antychińskiego powstania nie ma szans na jakiekolwiek porozumienie z Pekinem - pisze "Japan Times". Duchowy przywódca Tybetu liczy jednak na to, że w przyszłości chińskie władze zrozumieją, iż Tybetańczykom chodzi nie o niepodległość, lecz o szeroką autonomię.
Jednocześnie Dalajlama zapowiada, że nie będzie więcej doradzał Tybetańczykom, jak radzić sobie w negocjacjach z Pekinem. Chce zachować całkowitą neutralność, bo, jak sam twierdzi, jego dotychczasowe starania nie dały żadnego efektu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane