Livni, która ma ogromne szanse na objęcie wkrotce stanowiska szefowej rządu, jako kandydat centroprawicowej Kadimy, przemawiała w czwartek do izraelskich licealistów. I jej słowa skierowane do uczniów pozostałyby pewnie praktycznie niezauważone, gdyby nie zdecydowane oświadczenie w sprawie izraelskich Arabów, jak zwykło nazywać się Palestyńczyków, którzy mieszkają na terenie państwa żydowskiego.
>>>W Izraelu może rządzić premier w spódnicy
"Według mnie rozwiązaniem, które pozwoli utrzymać żydowski i demokratyczny charakter państwa Izrael, jest stworzenie dwóch państw narodowych na wyraźnie określonych warunkach, oddzielonych jasnymi czerwonymi liniami" - mówiła Livni. Te czerwone linie odnosiłyby się przede wszystkim do narodowości mieszkańców obu państw. "Będę wtedy mogła zwrócić się do Palestyńczyków mieszkających w Izraelu, których nazywamy izraelskimi Arabami, i powiedzieć im: Wasze narodowe rozwiązanie leży gdzie indziej" - tłumaczyła.
>>>Premier Izraela wstydzi się za pogrom Arabów
Po tych słowach wśród Palestyńczyków zawrzało. "Livni musi wyjaśnić, czy chodzi jej o to, że pozbawi milion Palestyńczyków żyjących w Izraelu wszelkich praw, czy po prostu ma zamiar wyrzucić ich z Izraela, jak tylko powstanie państwo palestyńskie" - powiedział palestyński poseł w izraelskim Knesecie Ahmed Tibi.
Także prezydentowi Autonomii Palestyńskiej Mahmudowi Abbasowi nie spodobały się słowa szefowej izraelskiej dyplomacji. "Ostatnie oświadczenie Livni jest przeszkodą na drodze do sprawiedliwego pokoju między Palestyńczykami i Izraelczykami" - powiedział rzecznik Abbasa Nabil Abu Rudainah
Ocenia się, że w granicach Izraela żyje obecnie około 1,4 miliona Palestyńczyków. To 20 proc. całej populacji kraju.