Dziennik Gazeta Prawana logo

Uciekła z okupowanego Chersonia. "To miasto jest więzieniem, terroryzowanym przez Rosjan"

22 sierpnia 2022, 07:02
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Rosyjski żołnierz w okupowanym Chersoniu
<p>Rosyjski żołnierz w okupowanym Chersoniu</p>/PAP Archiwalny
"Chersoń to więzienie, terroryzowane przez rosyjskich żołnierzy. Po cichu znikają tam ludzie i grabione są domy. Rosjanie przynieśli strach i zniewolenie, ale w końcu przegrają" - mówi PAP dziennikarka Oksana Naumowa, która uciekła ze swego rodzinnego miasta w południowej Ukrainie.

 relacjonuje. Kobieta spędziła pod okupacją 129 dni. Wyjechała z Chersonia, gdy do jej domu przyszli funkcjonariusze rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Podczas przesłuchania zaproponowali współpracę, a za odmowę zagrozili aresztem.

Przyczyną wizyty rosyjskich służb były wpisy Oksany na Facebooku. Pisała, że Chersoń to Ukraina. Ucieczka z miasta zajęła jej trzy dni. Wywożona była przez znajomych po bezdrożach szarej strefy, ostrzeliwanej przez obie strony wojny rosyjsko-ukraińskiej.

"W tej ciszy nie działa żadne prawo"

 mówi. Z tego powodu, jak opowiada, życie w mieście zamiera już po godzinie 16. Ulice pustoszeją. Chodzą po nich jedynie patrole rosyjskich żołnierzy i jeżdżą pojazdy wojskowe, oznakowane literą Z. Ci mieszkańcy Chersonia, którzy odważą się wyjść na zewnątrz, starają się nie odchodzić daleko od domu. Żeby w razie zatrzymania przez Rosjan ktoś z sąsiadów poinformował o tym rodzinę.

podkreśla rozmówczyni PAP. Nie wszyscy mieszkańcy terroryzowanego miasta mogą jednak z niego wyjechać. Często decydują o tym względy rodzinne i brak pieniędzy.  – wyjaśnia Oksana.

Na początku okupacji, która rozpoczęła się 1 marca, mieszkańcy Chersonia wychodzili na demonstracje przeciwko Rosjanom.  - wspomina Oksana.

Pokojowe akcje proukraińskie trwały do końca marca. Rosyjscy żołnierze przeważnie nie reagowali. Wszystko się zmieniło, gdy do Chersonia przywieziono Rosgwardię, która w Rosji przeznaczona jest do rozpędzania protestów.  mówi kobieta.

"Chersoń nigdy prorosyjski nie był"

Oksana przyznaje, że Rosjanie weszli do Chersonia licząc na wsparcie ludności rosyjskojęzycznej. Używanie języka rosyjskiego nie oznacza jednak, że miasto jest prorosyjskie – wyjaśnia. - tłumaczy.

Dziennikarka uważa, że sprzeciw sprawił, że plany przeprowadzenia referendum w sprawie przyłączenia obwodu chersońskiego do Rosji pozostaną niezrealizowane. podkreśla.

Cichy opór mieszkańców Chersonia sprawia, że Rosjanie cały czas żyją w niepewności. Ich żołnierze chodzą po ulicach, trzymając palce na spustach swoich karabinów, a i tak są przeklinani.  opowiada Oksana.

Partyzantka w Chersoniu

Wiarę w wyzwolenie wzmocniło pojawienie się w Chersoniu ukraińskiej partyzantki. Dziennikarka mówi, że działa tam kilka grup ruchu oporu. Jedne zajmują się ulotkami, inne likwidują Rosjan.  wymienia.

 powiedziała PAP Oksana Naumowa.

Dziennikarka po wyjeździe z Chersonia zamieszkała w Kijowie.

Z Kijowa Jarosław Junko

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj