podkreśla "Tagesschau", któremu udało się skontaktować z chcącymi zachować anonimowość mieszkańcami okupowanych przez Rosję terenów.
- - podkreśliła w Berlinie Annalena Baerbock, szefowa niemieckiego MSZ, opierając się na relacjach mieszańców Ukrainy.
"Nawet nie prosili o dokumenty"
"Tagesschau" rozmawiał z młodą kobietą, mieszkanką zajętego przez Rosjan Zaporoża. Opowiedziała, że nie chciała brać udziału w głosowaniu i "na szczęście nikt po nią nie przyszedł". Ale podobnie jak mieszkańcy miasta, bardzo obawia się następstw pseudoreferendum.
- powiedziała kobieta.
Jak dodała, wielu jej znajomych próbowało w ciągu ostatnich kilku dni opuścić miasto. Jednak mężczyźni w wieku od 18 do 35 lat nie mogą wyjeżdżać z kraju. Gdy jej rodzice nie poszli zagłosować, przed ich drzwiami . - - dodaje. - mówi.
"Najważniejsze w trakcie liczenia głosów, żeby frekwencja nie przekroczyła 100 procent".
- podkreśla kobieta.
Podobnie uważa 60-latek z Chersonia, z którym "Tagesspiegel" przeprowadził rozmowę za pośrednictwem szyfrowanego komunikatora, ponieważ Mężczyzna przypomniał cytat ze słów Józefa Stalina:.
Jak wyjaśnia mężczyzna, z Chersonia wielu uciekło już na początku wojny, szczególnie młodzi ludzie oraz zwolennicy Ukrainy. - - mówi mieszkaniec Chersonia. Jak gorzko podsumowuje, dla Rosjan najważniejszą rzeczą będzie takie liczenie głosów, aby .
Marzena Szulc