Jednak mimo nadziei na zastrzyk gotówki General Motors i Chrysler chcą zwolnić 50 tys. ludzi (GM 47 tys., Chrysler 3 tys.). Decyzja GM to największa redukcja zatrudnienia w USA od początku obecnego kryzysu gospodarczego. Niedawny największy producent samochodów na świecie zamknie też 5 kolejnych fabryk i zatrzyma produkcję 12 modeli.
Z 49 fabryk GM zostaną tylko 33 zakłady. Z ośmiu marek posiadanych przez firmę uratują się cztery - Chevrolet, Buick, Cadillac i GMC. Z rynku mogą zniknąć zatem takie legendy jak Hummer. Na niechcianego przez Amerykanów Saaba nie ma chętnych. Także Chrysler zapowiedział ograniczenie produkcji o jedną zmianę i zakończenie wytwarzania modeli Aspen, PT Cruiser oraz Dodge Durango. Firma planuje zmniejszyć dług o 5 mld dolarów i obciąć koszty o 700 mln dolarów. "Nie wiem, jak zareaguje rząd, ale Chrysler zrobił to, co należało" - ocenia Lincoln Merrihew z TNS Automotive Consulting.
Jednak obie firmy twierdzą, że mają poparcie związku zawodowego pracowników przemysłu samochodowego UAW, dealerów samochodowych i dostawców. General Motors zapowiada, że dzięki planowanym oszczędnościom w ciągu dwóch lat wypracuje zysk, a do 2017 roku spłaci wszystkie długi.
- powiedział szef GM Rick Wagoner, który chwalił plan jako "pełny, odpowiedzialny, elastyczny i możliwy do osiągnięcia".
Firmy ostrzegały wtedy, że bez pomocy państwa mogą zbankrutować. Ford, trzeci z Wielkiej Trójki amerykańskich producentów samochodów, nie wystąpił na razie o przyznanie pożyczki, ale zastrzegł, że może jej potrzebować w przyszłości. Departament Skarbu USA ma podjąć decyzję o udzieleniu firmom pomocy finansowej pod koniec marca. Jednak według BBC giganci z Detroit uznawani są za zbyt dużych, by można było im pozwolić na upadek. Bankructwo Wielkiej Trójki zrujnowałoby dostawców, dealerów i innych producentów związanych z branżą samochodową, co pociągnęłoby za sobą masowe zwolnienia i wzrost bezrobocia.