Mąż Sylwii Peretti zatrzymany
Mąż Sylwii Peretti został aresztowany. Informacja o tym obiegła media we wtorek, 7 lipca. Mężczyzna jest podejrzanym w sprawie o wyłudzenie 7,5 miliona złotych. Prokuratura postawiła mu zarzuty, za które grozi mu aż do 25 lat pozbawienia wolności.
W rozmowie z Pudelkiem Sylwia Peretti potwierdziła, że Łukasz P. został zatrzymany ws. rozliczenia uzyskanej przed laty dotacji. Celebrytka twierdzi, że z tego, co jej wiadomo, została ona wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem i ma nadzieję na szybkie rozwiązanie sprawy.
Sylwia Peretti dziękuje za wsparcie
Powstały dzięki niej sprzęt uzyskał wiosną tego roku stosowną certyfikację, co potwierdza jego użyteczność. Wszystkich kontrahentów spółki zapewniam, że pomimo nieobecności męża praca i zlecenia są nieprzerwanie realizowane przez pracowników. Liczę, że wkrótce sprawa się wyjaśni, a Łukasz wróci do realizacji wszystkich swoich nowatorskich projektów z wielką pasją i swoją niewyczerpaną energią. Dziękuję wszystkim ślącym mu za moim pośrednictwem wyrazy wsparcia - mówiła Peretti w rozmowie z Pudelkiem.
Sylwia Peretti wydała oświadczenie
Teraz wydała oświadczenie w tej sprawie. Zaapelowała w nim, by powstrzymać się z osądami. Wspomniała o powrocie do pustego domu. Od 3 lat niemal każdego dnia wracałam z cmentarza do domu, w którym czekał na mnie jeszcze mój mąż. Dziś wracam do pustego domu. Trudno opisać słowami ciężar, który noszę od dnia, w którym straciłam syna - pisze Peretti.
Teraz, tuż przed kolejną rocznicą jego śmierci, przyszło mi zmierzyć się z kolejnym dramatem. Nie proszę o współczucie. Proszę jedynie o szacunek, cierpliwość i pozwolenie, by o tej sprawie zadecydowały fakty, a nie emocje czy medialne spekulacje. Dziękuję wszystkim, którzy w tym niezwykle trudnym czasie okazują mi wsparcie i życzliwość - dodała.
Peretti stwierdziła, że stała się "twarzą" całej sprawy a zainteresowanie mediów skupia się na niej. Zaapelowała o "odrobinę refleksji".
Jest jeszcze jedna kwestia, o której chcę powiedzieć. Kiedy media informowały o śmierci mojego syna, bardzo często nie pisały o Patryku. W nagłówkach pojawiał się przede wszystkim "syn Sylwii Peretti". Dziś widzę dokładnie ten sam mechanizm. Po raz kolejny głównym elementem medialnych nagłówków stają się moja twarz i moje nazwisko. Są także publikacje, w których nie ma nawet zdjęcia mojego męża, jest wyłącznie moja twarz i nagłówek: "mąż Sylwii Peretti" - napisała.
"Rozpoznawalne nazwisko przyciąga uwagę"
To wystarczy, by zrozumieć, na kogo w rzeczywistości kierowana jest uwaga opinii publicznej. W praktyce oznacza to jedno - to nie tylko moje nazwisko trafia do nagłówków. To ja staję się twarzą tych historii i to do mnie trafiają wszystkie emocje, które te publikacje wywołują. Rozumiem, że rozpoznawalne nazwisko przyciąga uwagę. Rozumiem też, jak działają media. Ale trudno pogodzić się z tym, że po raz drugi w życiu twarzą historii dotyczącej mojej rodziny staję się ja - czytamy.
Najpierw jako matki, która straciła syna. Dziś jako żony. I po raz drugi to właśnie na mnie spada fala komentarzy, ocen i hejtu, mimo że nie ja jestem osobą, której dotyczą opisywane wydarzenia. Nie proszę o ciszę. Proszę jedynie o odrobinę refleksji. Bo za zdjęciem, które ma przyciągać uwagę, stoi prawdziwy człowiek, a nie tylko nazwisko, które dobrze wygląda w nagłówku - podsumowała Peretti.
Marta Kawczyńska – dziennikarka Dziennik.pl. Ukończyła Filologię Polską na Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją animacja kultury, jest też psychoterapeutką tańcem i ruchem (DMT). Pracowała m.in. w Gazecie Stołecznej, Super Expressie, TVP. Jest autorką książki "Alopecjanki. Historie łysych kobiet" oraz współautorką poradników "#Nastolatka". Specjalizuje się w tematyce show-biznesowej oraz społecznej. W Dziennik.pl zajmuje się działem życie gwiazd, nostalgia, kultura. Prowadzi podcasty "Kawka z…" i "Dziennik Kryminalny" emitowane na kanale DGP Infor na Youtubie.